Bogdan Zdanowicz

Zapisane na marginesach: Kobieta wątpliwa

o czterech wierszach Izabeli Fietkiewicz-Paszek

Bogdan Zdanowicz, Portret niesymetryczny – Kobieta wątpliwa

z „kobietą niewątpliwą” w tytułach

To nie będzie proste odczytanie. Śledzę te wiersze od dawna, od kilku lat. I być może powinienem – jak pisze autorka – „na przekór pogłoskom o czasie – czekać”, to jednak spróbuję wątpliwości naświetlić, utrwalić przez wywołanie spomiędzy słów i snów. Na trop naprowadza już tytułowy dla książki* wiersz „Portret niesymetryczny” kreśląc obraz zachwianej równowagi między pozorną (ale wytęsknioną) sielanką codziennych, acz drobnych radości a podglebiem emocji.

Czytamy: „Nieważne // że pod progiem podkopuje robak – tocząc / korytarze. I tak w końcu to nimi docieram / do sedna.” Ale z drugiej strony nie wierzymy już przecież w słowne deklaracje wypowiadane wprost:

„Rilke bez wahania mógłby pisać jesteś moją
miłością. Sto lat później muszę uprawiać
semantyczne akrobacje.”

Zatem powtórzone czterokrotnie w tytułach wierszy deklaracje o „kobiecie niewątpliwej” czytamy jako zaklinanie czy też próbę kreacji rzeczywistości przez działania tylko werbalne. Zresztą sama autorka podaje jedyną i niepodważalną (przez nikogo i nic) definicję: „Została śmiertelna / powaga nad stosem butów. Niewątpliwa.” Przenosząc to rozumowanie na obszar znaczeniowy „kobiety niewątpliwej” można dodać, że to musi/powinna być „kobieta martwa”. Śledztwo nabiera wyrafinowanego sensu, tym bardziej, że bez problemu znajdujemy definicję miejsca: „żyć w zgięciu kartki, gdzie słowa stają się / przezroczyste, / odcinać się od rzeczy”. Zatem ani słowa, ani rzeczy – chodzi o stan wewnętrzny, zamknięcie się. Potwierdzenie możemy też odnaleźć w stwierdzeniu, że KN (kobieta niewątpliwa) „kiedyś // ponownie się zacznie” (więc teraz – na razie – jej nie ma). Wędrujmy zatem do środka. Pejzaże wewnętrzne peela tych wierszy najczęściej opierają się na antynomiach, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z omówieniami („patrzę na ciebie czule / na tle brudnych kamieni”), czy z wyznaniem „wprost” (cudzysłów zasadny, bo owo „wprost” jest ubierane w ironię i odwrócone sensy związków frazeologicznych).

Upraszczając możemy powiedzieć, że konstytuują tę osobowość (KN) pary przeciwieństw: milczenie – mowa (słowa i opowieści) oraz „drżenie bioder” (rozumiane przenośnie i „wprost”) – śmierć.

Milczenie to pewien rodzaj śmierci, bo oznacza rezygnację z „języka”. Najczęściej jest to kodowane w pojęciach związanych z twórczością („zmyślam nam historię, / wiem, że tylko wiersz to pomieści”). Najdobitniej wyraża myśl środkowa część wiersza „KN w rozmowie z poetą…”.

                                 „Spróbujmy
wyznaczyć na nowo granice świata
językiem – ostro pociąć wstyd
na wersy, przerzucić nadmiar
do następnej strofy, razem odszukać
bolesne miejsce, przekłuć światłem
wiersza, rozdrapać. Nie pozwólmy
by czas okleił je zbyt szczelnie…”


Mamy tu najwyraźniej opis funkcji terapeutycznej słowa-wiersza (w procesie tworzenia), ale także wiarę w działanie słowa-wiersza na czytelnika, w „czyste słowo” (w oczyszczenie podobne do klasycznego katharsis).

Najbardziej jednak ekstremalnie „pokazany jest język” w wierszu „W intencji KN”. Jest on nie tylko narzędziem (artykulacji – komunikacji werbalnej), ale też narządem (w funkcji ściśle określonej). Opis skomplikowanej historii kobiety rozpoczyna się od wyznania godnego hardcorowych erotyków:

                                 „Ale język niósł i poniósł Język gładził
i zgładził Język lżył i ulżył Nade wszystko jednak język pieprzył i”

Zdaje się, że zostajemy zmuszeni do przekroczenia granicy „literackości” opowieści… („Prawie się udało… / …Unieważnić poezję”). Jednak historia postępuje, słowa tworzą kolejne syntezy z „drżeniem bioder”. Peel tego wiersza podlega procesowi edukacji, czyli dostosowaniu do form, które mają umożliwić prze-życie („Zbudować zasieki z chłodu mądrych zdań”, „Zapanować nad amplitudą bioder Eksmitować / zmysły”). I kiedy wydaje się, że „Prawie się udało Zasymilować / ewangelie” – pojawia się nieuleczalny ból ciała, bo „Jednak oddech jest uparty”. Oddech to życie – słowo, to przeciwieństwo stanu, gdy „Stare kobiety zapewniały // ciszę” (a więc milczenie – umieranie). Wiersz kończy się smutno albo wesoło, zależnie od przyjętej koncepcji deszyfracji; odwołanie do snów i dziecięcości to ucieczka. Jednak, jak już wspomnieliśmy, autorka wierzy w funkcję terapeutyczną słowa, ten wątek odnajdujemy i tutaj: „proste słowa Niech staną się / ciałem”. Peel stanie się człowiekiem zdolnym oddzielić się od przeszłości, złej przeszłości.

Kim zatem jest „KN”? Trudno o proste zdefiniowanie, bo podmiot liryczny w większości przypadków nie jest tożsamy z bohaterem opowiadanych historii. Iza lubi pochylać się nad losem innych: znajomych, przyjaciół, członków rodziny; relacje ze szpitala, z miejsc wypadków, temat „śmierci” – to spotykany tu często (nb. autorka z pokolenia, które wojnę pamięta tylko ze wspomnień dziadków, w polemice z prawdami wiary z Listów Apostoła Narodów, odwołuje się do argumentów historycznych z czasów II wojny światowej!) Ale forma relacji nie wyczerpuje sposobów opisu, niejednokrotnie mamy do czynienia z liryką maski, z utożsamianiem się. Zdolność empatii (żeby nie powiedzieć: skłonność) jest bardzo wyraźnym rysem autorskim w całym tomie. W tekstach, które zajmują naszą uwagę, również mamy z tym do czynienia. W wierszu „KN podejmuje próbę” nawet w postaci ekstremalnej: podmiot liryczny ma męski rodzaj gramatyczny („miałem skończyć”). W każdym z utworów jest kilka perspektyw czasowych, logika przyczynowości (decyzje – skutki; jak w dramacie czy powieści). Zatem kiedy mowa jest o „dziewczynce”, nie wiadomo, czy to bohaterka dziś, w czasie przeszłym, czy też jedynie odwołanie do mitu „dziewczęcości” (dziecka). Już tylko te „dowody” umożliwiają postawienie tezy, że przywołanie w kluczowej dla nas definicji słowa „kobieta” jest niezupełnie zgodne z rodzajowym desygnatem określenia; być może chodzi tylko o pojęcie „człowiek” (w kobiecej formie bytu)?

Wszystkie te komplikacje skłaniają do stwierdzenia, że mamy do czynienia z istotnością żywą, pełną sprzeczności, podejmującą próby i ponoszącą klęski. I że brak tu „niewątpliwości”, nawet ogólniej pojmowanej niż definicja ostateczna (śmierć). Możemy więc za autorką powtórzyć pytanie (odwołujące się do Listu św. Pawła): „Doprawdy szczęśliwy, kto nie ma wątpliwości / w swoich postanowieniach?”. Owo „doprawdy” jest polemiką autorki, a jednocześnie dowodem na przewrotność manifestowanej „kobiety z etykietą”.

Pozostaje tylko pytanie, czy wątpić oznacza: nie wierzyć? Blisko odpowiedzi jest zakończenie wiersza „Być KN”, gdzie czytamy, że „pijany demiurg, / poplącze sznurki”. Zwłaszcza jeśli odczytamy jako ironię ostatni wers, oddzielony od reszty linią ciągłą: „tu zaczyna się wiara”.

A może chodzi raczej o stan, który opisał Leszek Kołakowski. Sam będąc wątpiącym twierdził, że narzędzia filozofa stają się bezradne, gdy dochodzimy do kwestii wiary. Jednak jest w człowieku odwieczna potrzeba przekraczania…

Autorka wie, że wątpliwości, proces wątpienia – są oznaką życia. Nie wątpliwość to śmierć, także – a może przede wszystkim – języka i poezji. Mamy wiersze.

Kim zatem jest „kobieta niewątpliwa” (której nie ma w tych wierszach)? Kobietą wątpiącą i przez to wątpliwą?

Bogdan Zdanowicz (bezet)

 

kwartalnik sZAFa, VI 2011

 

PS. Określenie użyte w tytule powinno być odczytywane poprzez złączenie i przeniesienia znaczenia z „wątpiąca”. Dlaczego zatem nie zapisano tego od razu wprost? Są powody. A poza tym, cóż to byłby za tytuł: „Kobieta wątpiąca”…

———————————————————

*Izabela Fietkieiwcz-Paszek „Portret niesymetryczny” 2010