Agnieszka Syska

Wierszujmy zanim umieranie: „Portret niesymetryczny” Izabeli Fietkiewicz–Paszek

Agnieszka Syska, Portret niesymetryczny

„Portret niesymetryczny” Izabeli Fietkiewicz-Paszek nie jest obrazem asymetrycznym. Asymetrii w nim nie ma, ponieważ namalowany jest z wielkim staraniem i dokładnością; przemyślany w sześdziesięciu wystawionych obrazach na poziomie świadomości; świadomie ułożony w portret graficznie i językowo francuski. Na okładce pierwsza sylaba słowa portret nawiązuje do pierwszej w języku francuskim o tym samym zapisie, tworząc jednocześnie swoiste w cztery oczy portretu polskiego i francuskiego, wreszcie portretu osobowego, w którym patrzą na siebie twarzą w twarz cztery oczy. I jest to już pierwsze sportretowanie niesymetrii zamierzonej, a zarazem zaprzeczonej samej sobie. Izabela Fietkiewicz-Paszek łamie zamierzenie złożoną sobie obietnicę.

„Portret niesymetryczny” został przecież stworzony na potrzeby przydomowego i światowego wernisażu prac w małą i wielką apokalipsę; małą przez to, że samoswoją, przezroczystą w niezłożoności, żeby nie powiedzieć prostocie historii własnej – oswojonej z codziennością, która dzieje się (…): wielką, przez to, że nieprzezroczystą w złożoności historii innych (…).

„Portret niesymetryczny” jest autoportretem całościowym – własnym, który wisi na ścianie wyobraźni obok portretów-szkiców niesymetrycznych/ symetrycznych/ – słowem malowanych – słowem pisanych – słowem – różnych, acz dopiero naszkicowanych /szkic nie oddaje jeszcze wszystkich ich cech, choć jak na szkic jest staranny/. – Zbyt wielu ludzi i w nazbyt krótkim czasie oddawał /czytaj: zostało namalowanych/ – /czytaj: napisanych/ na otwarcie wernisażu /książka debiut – podebiut/, by móc całych ich namalować – napisać, stąd powiedziane jest – portrety – szkice powstałe w czasie krótkim, jak na tak wielu ludzi w ich życiach zacielnych i zadusznych.

„Portret niesymetryczny” nie jest portretem – autoportretem psychologicznym samotnika, jest autoportretem, przez który, i wokół którego malują się inni – ciała towarzystwa – ciała samotni – dziwacy i niedziwacy, dusze, inni. – Portret ten nie stroni od siebie, nie ucieka od siebie w jakiś głąb – kłąb siebie, raczej tam tylko zagląda, na sobie się jednak nie zatrzymuje, z siebie się wyplątuje, patrzy na innych proste i kręte koślawe życia/ bujne nieżycia; słowem – ma wgląd w cudze. Karmi się cudzym, innym. Nie więzi Izabeli Fietkiewicz-Paszek, nie jest jedynym miejscem jej życia – nie jest malarsko – poetycko – epicką kryjówką, w której siedzi, by chronić się przed życiem. On żyje i ona żyje odciętym od pępowiny życiem stającym się/ stawającym się między symetrią – niesymetrią – małą apokalipsą – wielką apokalipsą.

„Portret niesymetryczny” lepiej czyta się od niesymetrycznej apokalipsy do początku. Dociera się wówczas do symetrii, której jakoby nie ma – zrywane są wtedy kolejne warstwy nakładanej farby olejnej, odpada razem z nimi popękany od wysokiej temperatury werniks, kruszą się maski psychologiczne i odsłania się to, co pozostanie, bo ma pozostać. To jest zagruntowanane płótno, – długowiersze – dzienniki poetyckie ponad czasem /najważniejsze wiersze w Książce/.

Niemalże wszystkie inne, to wiersze wykonane techniką mieszaną, swoiste kolaże poetyckie powstałe z połączenia różnych technik i tradycji malarsko – literacko – poetyckich – oleju z akrylem – klasycyzmu z dogmatem codzienności – swoiste szkice codzienności /mniej ważne jako zapisy – rejestratory współczesnego postępu technicznego i postępującej techniki słowa, która będzie musiała ustąpić bardziej postępowej. A jako przestarzała, nie wytrzyma próby czasu, najpewniej uleci wraz z zapisem/.

Esencja życia jest zresztą w śmierci, nie w życiu. Na jej antypodach psychologicznych zdaje się poruszać zamierzenie Izabela Fietkiewicz-Paszek.

Stwierdzenie więc, że przekaz jej napędzany jest dwubiegunowością, byłoby postawieniem błędnej, pochopnej tezy.

Warto więc po raz pierwszy czytać Portret od początku po to, by przy każdej kolejnej lekturze czytać go od końca, – od wielokrotnych śmierci do życia /w dzień końca świata i narodzin – pierwszy wiersz/. Jakiekolwiek będą te narodziny – świata – dziecka – Światowego Dnia Poezji.

Wiersze czytane od końca /po przeczytaniu od początku/ epatują codziennością. W tym też znaczeniu apokalipsa w nie wmalowana – wpisana jest apokalipsą osobistą, nawet jeśli zwielokrotnianą w następstwie żywotów. Nie aspiruje, podobnie jak przytaczane Listy św. Pawła i Księga Koheleta do znamienia prawdy dogmatycznej – kanonicznej, ale własnej. Ma znaczenie zapisu prywatnego. Bynajmniej nie dlatego, że nie ma w niej apokaliptyczno – wizyjnego tonu Apokalipsy św. Jana i wymiaru mądrościowego Księgi Koheleta. Nie ma w niej psalmicznej budowy, ciągłych retardacji i dostojeństwa hieratycznych proroków świętych w worach pokutnych lub w złocie i purpurze.

Wszystko już zostało powiedziane, a to, co Izabela Fietkiewicz-Paszek próbuje ogłosić, jakby w odpowiedzi świętemu /nowotestamentalnym/ Pawłowi Apostołowi i Janowi Apokaliptykowi oraz /starotestamentalnemu/ prorokowi Koheletowi, ma charakter spisanego wyznania, które niekiedy przybiera formę pytania, niekiedy odpowiedzi. Miejmy nadzieję, że odwołuje się do Apostołów – Pawła i Jana oraz powołuje się na Proroka – Koheleta, by mimo niesymetrii, której nie chce zaświadczać, chociaż zaświadcza w Książce, – świadomie szukać symetrii – równowagi, chociażby między częściami tomu, których formalnie nie ma, mimo a jednak zasadza się on pomiędzy starym, a nowym.

Lepiej bowiem przyznać się do autoportretu niesymetrycznego i portretów nieskończonych; tym samym rozświetlić się wewnętrznie, aniżeli zostać prześwietlonym, zdemaskowanym.

Próbuje zatem opierać się na dorobku apostolskim i nauk teologicznych. Wznosząc podstawy teologiczne, buduje szkielet poetycki. Czerpie tym samym z osiągnięć takich nauk, jak Biblistyka, Teologia Starego Testamentu, Teologia Nowego Testamentu, czy Eschatologia. Elementy wiedzy teologalnej wprowadza do wierszy.

W drzewie pokoleniowym – biblijnym szuka logiki i zrozumienia niepojętego. Wykorzystuje motyw drzewa, którego symbolika może nawiązywać do genezy biblijnej.

Ponieważ „Portret niesymetryczny” jest debiutem/ podebiutem, nie wiadomo jeszcze, czy sięgnięcie po odniesienia biblijne jest zapowiedzią zapisu poetyckiego, w którym Poetka będzie nawiązywać do zakorzenień z pierwszego tomu, czy każda kolejna jej książka będzie żyła własnym życiem jakby od początku. Nie mamy pewności nawet, co do tego, czy następna jej książka będzie poetycką – poetyckim dziennikiem, czy epickim.

Jak dotąd wiersze Izabeli Fietkiewicz-Paszek malowane są dwustronnie – zdradzają wahanie – stare – nowe – stare i nowe.

Zaraz na początku Książki, po dedykacji, Izabela Fietkiewicz–Paszek może być utożsamiona ze znakiem platformy społecznościowej „g”. W dalszej części tomu próbuje się w odpowiedziach, dopowiedziach i pytaniach do Apostoła Pawła i Proroka Koheleta /w przypadku tego pierwszego w formie odpowiedzi na listy elektroniczne/.

Na wierzchniej stronie płótna Kobieta – na stronie spodniej – Dziewczynka; na okładce „Portret niesymetryczny” – Kobieta – Dziewczynka – na kontrokładce – Śmierć – Życie pod warstwą bezbarwnego werniksu na apokalipsie. Na okładce Izabela Fietkiewicz-Paszek – na kontrokładce – Joanna Mueller.

Byłem podobno somnambólikiem

„Prognozy sprzyjały. Wiem – tym razem

musiało się stać. Przy tej wysokości

silny wiatr miał pozwolić delikatnie

ułożyć się obok wróbli, na wierzbie/”

„Portret niesymetryczny” to coś, co się ogląda, bardziej ogląda, niż czyta, bardziej przeżywa uczuciowo, mniej intelektualnie, co jest cechą sztuki współczesnej, która musi być taka, jak odbiorcy – galernicy – czytelnicy. Mowa o kulturze obrazu, która otwiera i wypełnia galerię jednego obrazu. Musimy wierzyć, że to wystarczy, że tak właśnie ma być. Obraz z galerii jednego obrazu otwiera na przestrzeń odbiorców sztuki współczesnej.

Sztuka współczesna, do której oglądania zostajemy zaproszeni, to wielość obrazów, które mówią skromnością i bogactwem głębi i płytkości koloru; głębi i płytkości formy. A formy mamy symetryczne i niesymetryczne, zawieszone symetrycznie i niesymetrycznie. W niczym przecież fakt nieuporządkowania sztuce współczesnej nie przeszkadza. Sztuka współczesna ma swoje sposoby zaradcze. Wierzymy w nie jako odbiorcy.

Portretuje się w chaosie, z chaosu przechodzi płynnie od jednego obrazu, jednego „Portretu niesymetrycznego” do wielu portretów niesymetrycznych i symetrycznych. Wychodzi z galerii jednego obrazu, wchodzi do galerii jednego wiersza.

Portret /obraz/ współczesny tak przedstawionej sztuki może być niesymetryczny i płynąć. I portret /wiersz/ współczesny może być niesymetryczny i płynąć. Człowiek jest przecież nieintegralny, niesymetryczny, nieuporządkowany, nieidealny, i nigdy symetryczny, uporządkowany i idealny nie będzie. Nigdy nie będzie w nim równowagi pomiędzy ciałem i duszą i psychiką. Taki właśnie, jaki jest, w swoim zawirowaniu uczuciowym, portretuje sam siebie i portretuje współczesnych mu. Obraz takiego Człowieka znajdujemy w wierszu/ wierszach Izabeli Fietkiewicz-Paszek.

Człowiek „Portretu niesymetrycznego” jest malarzem i pisarzem zarazem. Widzi jak malarz i pisze jak pisarz. Wszystko robi po to, by inni oglądali, by inni czytali. Kto patrzy, widzi, kto widzi, czyta. I w tym również jego proporcje nie są idealne. Zachwiana jest równowaga Człowieka – dziecka i Człowieka – dorosłego. Naruszona jest równowaga Człowieka – żywego i Człowieka – martwego – chwieje się życie przewieszone bezwładnie.

Wszystko robią po to, by inni widzieli – dzieci – dziewczynka, która w Izabeli Fietkiewicz dedykuje napisane Rodzicom. Wszystko robią po to, by inni czytali – dorośli – kobieta, któraw Izabeli Fietkiewicz-Paszek dedykuje napisane Dorosłym, porównuje Kobietę niewątpliwą z wątpliwą.

Być kobietą niewątpliwą

„/ żyć w zgięciu kartki, gdzie słowa stają się

przezroczyste/

a jednak na horyzoncie tli się port,

w którym kobieta niewątpliwa

kiedyś

ponownie się zacznie./”

Gdzieś jest ta granica, gdzieś, na granicy dzieciństwa i dorosłości, gdzieś na granicy dzieciństwa i rodzicielstwa życia i śmierci jest granica symetrii/ niesymetrii. Gdzieś jest ta granica koloru i formy, ich głębi i płytkości, obrazu, który wnika przez oczy do środka, sportretowane przekształca w epikę, epikę wprowadza do poezji, by płynąć dalej.

Ul. Kościuszki 16

„/ Kolejne dzieciństwo zwinnie przewija się

przez trzepak. Tutaj dojrzewa się szybko.

Jak wino, które rozcieńcza wieczory./”

Należy wspomnieć o jeszcze innej granicy przekraczalnej w „Portrecie niesymetrycznym”,to jest języku. Język tej Książki jest niewyszukany, oszczędny, ale obrazowy. Izabela Fietkiewicz-Paszek myśli obrazami. Tworzy klimat pór życia. Przesuwają się one w głowie Autorki jak w „ Rzeczy o poezji, koszykach z wikliny, śmierci i innych ważnych”. Przekracza nimi granice kolejnego po francuskim języka. Otwiera pamięć i skojarzenie z twórczością szwajcarskiego pisarza, eseisty i dramaturga, w cięższych czasach wyplatacza koszyków z wikliny, – Friedricha Durrenmatta. Izabela Fietkiewicz-Paszek wyciąga go z zapomnienia. Zapomnianego przez groteskę życia.

Wiersze Izabeli Fietkiewicz-Paszek, te najważniejsze w „Portrecie niesymetrycznym”, są rozpięte między wierszem, a obrazem, między epiką, a poetyką – wychodzą z epiki – z dzienników. Wychodzą z prozy, wchodzą, wnikają przez oczy do duszy i ciała i psychiki, atakują integralność Dziewczynki – Człowieka – Kobiety. Atakują niesymetryczne.

Najważniejsze są te do bólu kobiece. To wiersze Malarki słowa – Poetki intuicjonistki – łączą empatyczne z poetyckim – epickim – wielkoliterackim. Przeżywane intelektem, ale przy pomocy serca. Wcielają się w inne wiekie apokaliptyczne: „ List Anny Frank z datą 4 sierpnia 1944, godz. 11:00”, „Eleonora umarła”, „Bierzmy się w końcu za tę ciszę motyw z Anny Kowalskiej”, „Bierzmy się w końcu za tę ciszę motyw z Anny Dąbrowskiej”.

„Portret niesymetryczny” serca, z rodzinnego Kalisza jedzie do Piaseczna, do Joanny Mueller–Liczner i Agencji Artystycznej „GODDAM”, szukać symetrii i filtru rodzinnego /w Piasecznie książka „Portret niesymetryczny” zostaje wydana/. – W symetrii dwubocznej i filtrze rodzinnym/ nierodzinnym wmalowuje się w zintelektualizowane i zlingwizowane.

Joanna Mueller „Somnambóle fantomowe”

ochronka

„/kto tu komu stróżuje w symetrii dwubocznej?

kogo z nas bardziej ochroni ustawny filtr rodzinny”/

„/płód jak przez płotno, codziennie bliższy ciału”/

„Portret niesymetryczny” nie jest Listami świętopawłowymi. Nie można go też przyrównać do Objawienia świętojanowego – nasyconego światłem, które wpadało do groty na Chorze, by natchnąć Jana Apokaliptyka.

Jedynym światłem „Portretu niesymetrycznego” jest ciemność. Niesymetria jest ciemnością. Nie jest symbolicznym zapisem wizji prorockiej rozciągniętej pomiędzy światłem, a ciemnością. „Portret niesymetryczny” jest pisany dla tych, którzy czytają, bo widzą. Czytają, widzą, wyczytują między wersami ciemności.

Widzą, bo czytają. Tak, w mroku również się widzi. Ciemne obrazy w świetle odbitym przesuwają się przed oczami, znajdują drugiego człowieka cielesnego, nie duchowego, wpadają w jakieś cztery oczy. Obrazy jednej i drugiej płci kopiują się.

Wszystko na potrzeby sztuki współczesnej. W każdym układzie poetyckim lub epickim. Wierszuj zanim umieranie – życzę Izabeli Fietkiewicz-Paszek.

Joanna Mueller „niechaj. wszystko jeszcze”

„/do chwili, kiedy tej chwili

tej kartki, woli, dłoni

nie przyjdzie mi zaniechać”

Agnieszka Syska, Migotania, Przejaśnienia 4(26) 2010