Beata Stanecka-Busz

Refleksje po lekturze wierszy Izabeli Fietkiewicz-Paszek z tomiku Portret niesymetryczny

Beata Stanecka-Busz,Portret niesymetryczny

Dychotomię otaczającej rzeczywistości odczuwa każdy z nas. Ład i chaos, dobro i zło, życie i śmierć, duch i materia odwiecznie ścierają się w walce o panowanie nad człowiekiem i światem. Relacje między wymienionymi tu przykładowo cechami rzeczywistości mają jeszcze i tę właściwość, że jedna z wartości dominuje ostatecznie drugą i w przeciwnym kierunku stosunek ten jest już niemożliwy. Ta myśl zrodziła się w moim umyśle po lekturze wierszy z tomiku „Portret niesymetryczny” Izabeli Fietkiewicz-Paszek. Już pierwszy utwór stanowi swoiste otwarcie i zaproszenie odbiorcy na schody refleksji autorki (esprit d`escalier). Wkraczamy do świata wyraźnie podzielonego między bardzo osobiste doświadczanie życia „tu i teraz”, w natłoku powszednich zmartwień, nieoczekiwanych (rzadkich) radości i napięcia podsycanego medialną wrzawą o bliskiej apokalipsie.

Autorka w kolejnych wierszach prowadzi czytelnika przez szereg różnorodnych miejsc i zdarzeń, które zainspirowały poetycką refleksję o charakterze egzystencjalnym. Niewątpliwie, zawartość tomiku stanowi duchową summę doświadczeń z przygód człowieka myślącego, a precyzyjniej – współczesnej kobiety myślącej, bo nie bez znaczenia pozostaje fakt, że podmiotem prawie wszystkich utworów I. Fietkiewicz-Paszek jest wrażliwa kobieta.

Układ wierszy stanowi starannie przemyślaną marszrutę po mapie życia. Wraz z podmiotem wierszy pochylamy się nad kolejnymi zdjęciami-pocztówkami z pamięci: od dzieciństwa, przez lata młodzieńcze i studenckie, buńczuczne i pełne marzeń wchodzenie w samodzielne życie i wydarzenia, które dopiero co stały się przeszłością. Tym, co dominuje w przesuwających się obrazach, jest nieustanna obecność pierwotnej surowości i brutalności praw życia i śmierci, rejestrowanie ciągłego i jednoczesnego przenikania się urody otaczającego świata natury i dramatycznego doświadczenia jego marności (Rzecz o prekognicji albo daj nam wszystko przeżyć). Wiersz po wierszu – stajemy wobec oczywistości prawdy, którą tak przejmująco wyraził Blaise Pascal porównując sens ludzkiej egzystencji do wątłej trzciny, którą miażdży wszechpotężna siła praw natury.

Podmiot czyni bezskuteczny wysiłek ogarnięcia zmiany sekwencji (2006) – filmowych stop-klatek z życia. Wanitatywnymi symbolami stają się porządkowane po latach kartony z zapiskami, zdjęciami, lekturami górnej i chmurnej młodości, płytami, przedmiotami przypominającymi przebrzmiałe obietnice, marzenia, miłości, absolutną pewność, że za każdym kolejnym zakrętem można wszystko zacząć od nowa. Pojawia się strach, którego już nie sposób zamaskować, że wartość i waga życia już doświadczonego i apetyt na więcej, to stawanie w kolejce, która kończy się przy słupie z nekrologami (K. wspomina [powroty z kościoła i wizyty w cukierni]). Od tego momentu wkraczamy w heraklitową konieczność przemijania, której znakami stają się popadające w ruinę znajome kamienice, miejsca wspólnych zabaw, wycieczek, przyjemności zapamiętanych z dzieciństwa i młodości. Mimo skazanej   na przegraną walki z przeciwnościami losu, ostatecznych rozstań i pożegnań, pamiątek stanowiących bolesne `zaświadczenie` chwilowości egzystencji – autorka przekonuje: Im trudniejsza droga, tym wolniej mijamy. Powraca echo smutnej mądrości Pascala o jedynej przewadze, którą posiada człowiek nad bezwzględnym prawem przemijania – świadomością wiedzy o przewadze praw natury. Jej bezwzględną dzikość, nakaz ulegania pierwotnym instynktom podtrzymywania życia, porażkę stworzonej na przestrzeni rozwoju cywilizacji kultury wysokiej odnajdujemy w Lipcowych dniach muzyki: Dziejemy się pomiędzy kramami wierszami ustami mówi poetka, jesteśmy chwilą za którą nie ma już nic. Wierna zasadzie, że bezwartościowejest też tworzenie poezji, która nie ocala deklaruje: jeśli o tym cisza, nie ma nawet śmierci.

O śmierci Fietkiewicz-Paszek opowiada z dystansem, niczym profesjonalny reporter. Nie szuka taniej sensacji przywołując w prostych słowach ostatnie chwile ziemskiej drogi znajomych, przyjaciół, najbliższych, ukazując dramaty tych, którzy pozostają w nagłym poczuciu pustki, by szukać pomysłu na ciąg dalszy (To męska rzecz). Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre wiersze składają się w swoistą księgę umarłych, zbiór medalionów upamiętniających tych, którzy odeszli nagle lub naturalnie. Za każdym razem pozostający przy życiu nie potrafią pojąć tajemnicy, dlaczego jednym dane jest życie wypełnione mnóstwem zadań, pracy, trudów, a innym – jak Annie Frank, kończy się z poczuciem tragicznej niemożności zaistnienia nie tylko w sferze marzeń o normalności. Czas jest pojęciem względnym w obliczu konieczności śmierci.

Niesymetryczna przewaga śmierci nad życiem daje się odczuć w całym tomiku. Owszem, pojawiają się wiersze o miłości, ale ta może zacząć się wszędzie i nigdzie, również tam może się skończyć, z naiwną wiarą, że trwać będzie wiecznie. I o kruchości najważniejszych cnót moralnych i uczuć wyższych, które stanowią fundament ludzkiej egzystencji rozważa autorka w lapidarnych wierszach-Listach do św. Pawła. Zastanawia się w nich nad stylem życia współczesnych ludzi, prostymi środkami wydobywa relatywizm postaw i sądów odbitych od ust fastrygowanych kłamstwem. Wyborów, z których każdy prowadzi ludzi niczym jeńców związanych uczuciami, podeptanymi przez tych, którym zaufali. Pozorów wolności, w której więcej wyrzeczeń i konieczności. Nie kończących się wątpliwości, czy wszystko od czego jesteśmy zależni w ziemskim życiu pochodzi od Boga.

Tak głęboko smutnej i pięknej zadumy nad sensem istnienia dopuściła się kobieta niewątpliwa- takim mianem nazywa siebie podmiot wierszy. Niewątpliwa, bo mająca świadomość własnej kobiecości, ale nie wahająca się pytać: czemu służy ta okupowana biodrami kobiecość? I w imię czego ma milczeć, skoro milczenie oznacza absolutne zwycięstwo nicości, a na nią zgody nie ma. Tak jak na absolutne poddanie się przekonaniu, że pijany demiurg poplącze sznurki i znów skuje Bałtyk lodem albo ocali dziecko z airbusa. Jest w tej niewątpliwie – skończonej kobiecie skłonność do prowokowania, siła intuicji, odczuwania i myśli głębszych, niż po przedstawicielce płci słabej, świat by się spodziewał. W wierszu Kobieta niewątpliwa podejmuje próbę jedyny raz pojawia się podmiot-mężczyzna: partner życiowy, mąż, ukochany, a może po prostu Bóg, który daje siłę kobiecie niewątpliwej, by znów stała się dziewczynką pełną wiary, że niebo zrasta się z dnem, a szept poezji wypełni miejsce po naszym drzewie życia. To, co nieuniknione musi się wypełnić, ale Izabela Fietkiewicz-Paszek jest kobietą absolutną i poetką, która daje nadzieję, że słowa mogą złożyć nowe całości, puścić soki i korzenie. Między wierszem otwierającym tomik (esprit d`escalier) a ostatnim (Światowy Dzień Poezji) poetka wyraźnie buduje most i podejmuje próbę przeprowadzenia czytelnika nad wrzącą i pochłaniającą istnienia lawą życia i śmierci. Nadzieja, nie umiera nigdy…

Beata Stanecka-Busz

portal Fatamorgana

XI 2010