Aleksandra Słowik: Sezon na przegląd tego, co w tobie

[O Portrecie niesymetrycznym Izabeli Fietkiewicz-Paszek]

 Aleksadra Słowik, Portret niesymetryczny

(…) Rozpoczął się sezon na przegląd

tego, co w tobie i na widoki z obcych okien.

Aż przyszedł czas na odważny ruch

i kalejdoskop zaczął sam pracować

na poezję. Swobodne migracje pomiędzy

realnym i nie.

(…) To robią z tobą wiersze: okupują

zmysły, porastają widoki, wciskają się pod korę,

paznokcie, koła, poduszkę. („Światowy Dzień Poezji”)

 

„Portret niesymetryczny”, tomik wierszy Izabeli Fietkiewcz-Paszek – trudno minąć obojętnie. A wejść tam, to znaleźć się wśród wielu ludzi i zdarzeń, przeczuć i sensów, które poetka rozprowadza na kartkach swojej książki. Staje się malarką mieszającą w zamyśleniu kilka farb z palety aż po uzyskanie zbawiennej nieostrości, dowodu na życie i drgnięcie ręki (…) mojej pamięci przeszkadza / kiedy rozpraszasz się w szczegółach (…) nieostre chwyta się poruszeniem.(„nie przemawiają do mnie obrazy realistów”). Wbrew mottu z wiersza „Szkic topograficzny [z pamięci]”, które brzmi (…) nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli, ani też o tych, co będą kiedyś żyli (…) ten zbiór wierszy to właśnie pamiętanie o odległościach między cząsteczkami ruchu, o zamianach sekwencji, o miejscach ludzi („Rzecz o prekognicji albo daj nam wszystko przeżyć”) (…) rozbiło się więcej niż kilka życiorysów. Koniec / nie zdążył znaleźć nazwy(…) próbuję ogarnąć zmiany sekwencji (…). Wszystko po to, żeby ustalić jak dzielą nas niesymetrycznie.

Fietkiewicz-Paszek zbiera wspomnienia i robi to z rozmysłem. W wierszu „Chciałam zapamiętać tę lekcję” napisze (…) chcę / pamiętać. Każdy szczegół. Kolor butów, / wzór na energię potencjalną (…) i jeszcze doda (…) Po latach / świat się nam jakoś urządził. Złożyłam / nadmiar wspomnień w kostkę – są / obok suszonych liści, które znaczą / kolejne rozdziały (…). Jest w tych słowach pieczołowitość spojrzenia, widoczna również w innym wierszu („K. wspomina [powroty z kościoła i wizyty w cukierni]”)

(…) Śmietankowe i waniliowe w polewie toffi. po mszy

z chłopakami – w spodniach na kant i białych koszulach –

 

rzucaliśmy rowery i w kolejkę. dawało ostro

lipcem: kończyła się przy słupie z nekrologami (…)

 

kiedy buldożer kruszył lodziarnię – zdjęliśmy czapki.

jak na pogrzebie Józefa akordeonisty. (…)

Ten zapis to pragnienie ochrony naszych bezcenności przed zniszczeniem, korozją, cieniem śmierci, brakiem delikatności w dotykaniu pamiątek. Owo pragnienie jest również obecne w takich wierszach jak „Wleń”, „Ul. Kościuszki 16” czy „Paryskie wakacje ‘94”. Zwłaszcza w „Paryskich wakacjach ‘94” poetka bardzo dobitnie podkreśla zmagania o trwałość śladu – nie chce go zastąpić słowami szlagieru, który jest dostępny dla wszystkich (…) nie nauczę się francuskiego, nie pozwolę sobie / zrozumieć, że sous le ciel de paris to tylko słowa.

Jednak przedmioty z czasem stają się martwe („Raport z porządków. Karton z napisem 1986-91”), a jedynie czymś trwałym, zachowującym znaki przeszłego pozostaje wspólne przeżywanie, wysiłek przynoszący emocje („Fotografia z 1892; trzej bracia przy budowie na działce POD”)

(…) jest siła żeby stawiać dom

zmęczyć się spocić upić wieczorem (…)

wypierać się całego mijania

mieszając zaprawę na fundamenty(…)

I choć budowniczowie odchodzą według jakiegoś planu lub przypadku (…) ćwierć wieku i zacznie nas brakować / po kolei po cichu od najstarszego/albo na przykład od prawej i może nowe czasy zniszczą dom, to pozostanie na zawsze coś bardzo trwałego (…) razem w pełnym słońcu cieszyć się (…)

Przeżyłam i to jest moje – zdaje się pisać Iza Fietkiewicz-Paszek również wówczas, gdy zaczną się pojawiać trudne, smutne wiersze o śmierci („i tyle”, „dla S.”, „Eleonora umarła”). W tym ostatnim wierszu na przekór odchodzeniu, w ostatnich słowach bohaterki opowieści głośno odzywa się życie

(…) weź proszę z lodówki ciasto

dla Oliviera oddaj pieniądze

sąsiadce zapłać za brązową spódniczkę

i jeszcze rachunek za światło (bardzo wysoki

oszczędzajcie kochani naprawdę oszczędzajcie (…)

Jest to ślad tego samego uporu, który widzimy w wierszu o budowniczych, popartego prośbą o oszczędzanie (się?). Na tle życia poetka pięknie zapisze stałą obecność cienia przemijalności

(…) ja od dawna byłam tamtejsza

od dawna już pukałam do drzwi

wychodząc z domu (…)

Czy to cień śmierci dzieli wszystkie obrazy asymetrycznie, przeciwwagowo, czy może sama droga przez życie zakłóca świat, dzieli go / na dwoje? („24.09.2005 Wiatraki, Orzechowo k/Olsztynka”). Pisząc o tym Fietkiewicz-Paszek stawia wciąż na przeżycie wszystkiego w pełni (Im trudniejsza droga, tym wolniej / mijamy (…) – tamże). Być może osobność poetki w doświadczaniu wszystkiego, konieczność dystansu dla stworzenia perspektywy i uzyskania pełnego widoku zostawia rysę na obrazie, tworzy rozdział światów, zauważalny w tytułowym wierszu zbioru. Tutaj ojciec i syn sklejają wspólnie model samolotu, a kobieta obserwuje ich z progu, z miejsca podziału

(…) Mężczyzna i syn – chcę was

godzinami podglądać, siedząc na progu,

oparta o futrynę. Daleko. Nieważne,

 

że pod progiem podkopuje robak – tocząc

       korytarze (…)

Cień rzuca umowna cezura, a może ukryty w drewnie robak, lecz mimo spojrzenia z boku, z ramy drzwi, żona i matka odnajdzie swoje miejsce w tym wizerunku – (…) i tak w końcu to nimi docieram / do sedna (…) W końcu jest to kobieta niewątpliwa i Fietkiewicz-Paszek poświęca tej kwestii cały cykl wierszy. Kobieta spełniona w swojej kobiecości, ta, wobec której, zdawałoby się, nie ma żadnych niejasności, nawet jeśli wciąż czuje się nieco odrębna – żyć w zgięciu kartki, gdzie słowa stają się / przezroczyste, / odcinać od rzeczy (…) („Być kobietą niewątpliwą”). Jest w tej kobiecie wiele zdecydowania na podejmowanie wyzwań, na drążenie sedna rzeczy, na odcięcie się od miałkości bytu.

(…)

                                   Spróbujmy

wyznaczyć na nowo granice świata

językiem – ostro pociąć wstyd

na wersy, przerzucić nadmiar

do następnej strofy, razem odszukać

bolesne miejsce, przekłuć światłem

wiersza, rozdrapać. nie pozwólmy

by czas okleił je zbyt szczelnie (…)

 

Ten fragment wiersza „Kobieta niewątpliwa w rozmowie z poetą (w tle Symfonia Nr 8 Gustava Mahlera)” brzmi jak credo poetyckie. Wiele w nim pasji, desperackiego pragnienia przemiany, by uzyskać (…) głębię/obrazu, nabrać pędu, zmienić / orbitę (…) Kobieta Fietkiewicz –Paszek staje się co krok, co wiersz bliższa miłości i śmierci, które są wyraźnie zapisane w dwóch utworach o tym samym tytule „Bierzmy się w końcu za tę ciszę” dedykowanych dwóm różnym osobom: (…) nigdy nie wiem, która pierwsza wystąpi z brzegów. / miłość. albo śmierć.

I właśnie w tym miejscu, w zetknięciu z kobietą dojrzałą, dobrze i źle doświadczoną, spełniającą się i spełnioną, trzeba powiedzieć kilka słów o wierszu „List Anny Frank, z datą 4 sierpnia 1944, godz. 11:00”. Tędy również biegnie pękniecie łamiące portret, rozdzielające dwie krainy. „List Anny Frank …” to opowieść o niemożności gromadzenia doświadczeń, niemożności uchwycenia wszystkiego, co niesie z sobą życie.

(…) droga kittty,

to niemożliwy list. obie już to wiemy:

 

(…) my tu żyliśmy. (…)

mój język miał już nie dotknąć męskiej szyi

ani kropli letniego deszczu (…)

 

(…) na zapas chciałam się opisać (…)

Asymetria losu uwidocznia się w sposób tragiczny – z miłości tylko marzenie, coraz bardziej obecna jest śmierć: (…) piasek pod powiekami za pustynię, drewno stołu / za las, a sól na policzkach za morze, / które tym razem nie miało się rozstąpić (…). Okrutne niedoczekanie. Lecz pomimo to, porównując cykl o kobiecie niewątpliwej i list młodziutkiej Żydówki, mam wrażenie, że przyszłość Anny Frank żyje wciąż w niespełnionym potencjale, a niezrealizowane marzenia istnieją nietknięte, gdzieś w zielonym groszku od von hoevena, podczas gdy niewątpliwość jest gorzka jak skórka pomarańczy i niewiele już da się z niej wycisnąć. Bo czy brak wątpliwości nie jest większą martwotą niż śmierć? Tu zaczyna się wiara – pisze poetka. Wiara w co? Że wszystko jednak coś znaczy, a my ułożymy ciała w gardę przed jesienią? („Kobieta niewątpliwa podejmuje próbę [dopisek do historii choroby]”). Przyjdzie sen z listami do św. Pawła, chowanymi na noc pod poduszkę i codzienne poranne szukanie w nich wróżby na kolejne godziny. Szukanie znaku, który trzeba rozpoznać, żeby przyłapać chwilę, która dzieli portret („Pomiędzy jest codziennie”).

W opactwie benedyktynów w Subiaco (Włochy), w jednej z najniżej położonych, kutych w skale kaplic, znajduje się szczególny portret św. Franciszka, tego od Pieśni Słonecznej. Mówi się o tym wizerunku, że jest przedzielony czasem. Jedna strona twarzy świętego to jasny policzek, lśniące oko, pełne usta. Asymetria wyznaczona linią nosa podkreśla drugą część, przemalowaną po latach – węższą, ze smutnym małym okiem, kącikiem ust ciążącym ku dołowi. Czy to może smutek jak u Spinozy – mniejsza doskonałość – waży więcej? I bardzo chce się zapytać: czy boli? Znakomicie pisząca, dojrzała poetka, Izabela Fietkiewicz-Paszek, opatruje swoje poszukiwania głębokim, humanistycznym spojrzeniem na dziejące się rzeczy. Gładzi pęknięcia i serce czytelnika pełnymi urody wersami (…) wiatr rozbujał gałęzie modrzewia / wiesz, jest w tym jakaś pieszczota (…) („Szkic topograficzny [z pamięci]”), przygotowuje łagodnie do podziału (…) tak po prostu patrzę na ciebie czule / na tle brudnych kamienic i gołębi (…) delikatnie przeczesałam ci dłonią włosy. było prawie jak blisko (…) („Pierwszy prawdziwie miłosny wiersz”), kołysze zamyśleniem (…) dziejemy się pomiędzy / kramami wierszami ustami (…) (tamże).

Asymetria zapisywana wrażliwą ręką zatrzymuje na długo.

 

Aleksandra Słowik

kwartalnik sZAFa, marzec 2011