Wanda Skalska o tomiku Portret niesymetryczny Izabeli Fietkiewicz-Paszek

Wanda Skalska, Portret niesymetryczny

Kaliszanka z urodzenia i miejsca zamieszkania Izabela Fietkiewicz-Paszek (rocznik 1972), absolwentka filologii polskiej i germańskiej, jest twórczynią aktywną. Para się poezją, pisze felietony i piosenki. Współpracuje z internetowym magazynem literacko-artystycznym sZaFA i kwartalnikiem literackim Migotania, Przejaśnienia. Swoje utwory publikowała m. in.  w Odrze, Autografie, Portrecie, Red, Akcencie, Arteriach oraz we francuskim czasopiśmie literackim Voix d’Encre. O jej przeddebiutanckim zbiorku wierszy W pociągu (2006) pisaliśmy w numerze 3/2006 Latarni Morskiej. Teraz ukazał się debiut rzeczywisty, to jest taki, do którego autorka publicznie się przyznaje. W związku z tym rodzi się pytanie: czy można debiutować dwa razy?

To nie jest pierwszy tego typu przypadek i warto nad tym się zastanowić. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, iż zdarza się autorom startować w stanie – by tak rzec – niepełnej gotowości. Twórcy po czasie, bywa, wstydzą się niewczesnej publikacji, wolą uznawać ją za niebyłą. Lecz druku wycofać się nie da. Zaistniał w sferze publicznej i koniec. Trzeba się z tym ułożyć, a nie udawać (lub sugerować), iż rzeczy mają się inaczej. To jest również przestroga dla tych, którzy niepotrzebnie się śpieszą. Mówiąc kolokwialnie, twórczość to nie piekarnia i – drodzy autorzy – bierzmy odpowiedzialność za to, co, gdzie i jak publikujemy.
Jednak w przypadku Izabeli Fietkiewicz-Paszek sprawa wygląda nieco odmiennie. Bowiem tomik W pociągu ukazał się w nakładzie śladowym, bez szans na większą dystrybucję. Uznać go należy za rodzaj balonu próbnego. Lecz był to balon próbny całkiem udany (powiedzmy coś w rodzaju poszerzonego arkusza) i trochę się dziwię, że autorka postanowiła fakt ten w nocie biobibliograficznej na okładce Portretu niesymetrycznego zataić. Tym bardziej, że część utworów ze zbiorku W pociągu – w tym wiersz tytułowy „Portret niesymetryczny” – przeszło do obecnego tomu.

Teraz skupmy się na bieżącym przedmiocie zainteresowania. Schludnie edytorsko opublikowany tom poetycki zawiera blisko pięćdziesiąt utworów, opatrzonych posłowiem Karola Samsela. Nie jedyna to opinia krytyczna, gdyż na skrzydełkach książki znajdziemy jeszcze głosy Piotra Łuszczykiewicza, Marcina Orlińskiego i Tomasza Jastruna. Wszyscy krytycy doceniają wartość wierszy I. Fietkiewicz-Paszek, a ostatni z wymienionych nie waha się określić je mianem wybitnych. Cóż, wolałabym, by nie sugerowano mi, jako czytelnikowi, sposobu odbioru i oceny. To stawia każdego odbiorcę (a też autora) w niezręcznej sytuacji – najogólniej rzecz ujmując.

Z mojej perspektywy rzecz wygląda następująco. Siła poetyki Izabeli Fietkiewicz-Paszek tkwi w precyzji języka oraz wyrazistości obrazowania. Prze-tworzone światy (bo każdy wiersz jest w pewnym sensie osobnym światem) ujmują empatią. Słowo u tej twórczyni czasem więcej znaczy niż znaczy – albo przez kontekst, albo (rzadziej) przez lingwistyczną grę. Wspomaga poetkę erudycja – lecz nie eksponuje tego natrętnie. Raczej pozwala  lepiej przemieszczać się korytarzami kulturowych zdobyczy, a też oswajać rzeczywistość.
Interesująca poetkę rzeczywistość eksponuje głównie relacje emocjonalne. Spotykamy tu zagubienie i poczucie utraty, której przeciwstawia się niełatwa nadzieja i wiara. Jak w utworze Listy do św. Pawła (4), gdzie m. in. czytamy: Wszystko już przeżyte. Wszystko/ rozpisane, ułożone – kto bierze szafę,/ kto syna. Nie wiemy tylko, jak dzielić// czas na nasz i resztę. Boję się,/ że dawne szczęście nam dopisze/ Twoją puentę: „Miłość nigdy nie ustaje.”
Ciekawe jest też tło owych relacji oraz wycieczka w stronę spraw ostatecznych – odpowiednio ustawiająca wzajemne oddziaływania. Powiada na przykład poetka w wierszu „dla S.” (posiłkując się przy okazji linijką z Tadeusza Konwickiego): Jego śmierć była od dawna/ jak ta lwica leniwa – stała naprzeciw,/ wytwornie czyhała na pożywny kotlet/ „z białka i kosmicznego pyłu”// Mówią, że lepiej, że wreszcie/ nie boli. Tak mówią. Może/ źle kocha – ale niechby wciąż./ Do wtorku, do następnej zimy/ albo chociaż do jutra – niechby/ bolało.
Autorka Portretu niesymetrycznego wydaje się twórczynią dojrzałą i świadomą swych słów; świadomą tego, co da się w tej materii zrobić (albo nie da). Dowodnie świadczy o tym utwór zamykający książkę „Światowy Dzień Poezji”, gdzie przyciągają uwagę linijki:

Pamiętasz jeszcze myśl, że jest możliwa?
(…)
Próbujesz łączyć coraz odleglejsze brzegi
mostem, by w końcu i tak z niego skoczyć
między martwe ryby.

Choćbyś nawet chciał zatrzymać
ruch źrenic, światło już w nie wpadło.

Suma? Nie potrafię powiedzieć, czy są to – jak powiada T. Jastrun – utwory wybitne. Za to po lekturze „drugiego” debiutu utwierdzam się w przekonaniu, że mam do czynienia z poezją o indywidualnie skrojonej mowie (co tak istotne w natłoku bylejakości języków poezji współczesnej), z twórczością wartościową, która w przyszłości może nam jeszcze wiele zaoferować.

A kilka nowych wierszy I. Fietkiewicz-Paszek – powiem na marginesie, ale do rzeczy – ukaże się niebawem w przygotowywanym do druku numerze 2 (14) 2010 / 1 (15) 2011 Latarni Morskiej.

Izabela Fietkiewicz-Paszek, Portret niesymetryczny, Agencja Artystyczna GODDAM, Piaseczno 2010, str. 70

Wanda Skalska, 2 XI 2010