Karol Samsel – Nowe Galaad

 Karol Samsel, Próby wyjścia, Nowe Galaad

Jest rok 1962 – Maciej Bordowicz wydaje w Instytucie Wydawniczym „Pax” debiutancki tom wierszy, zatytułowany Galaad. Jego eksperymenty z formą sonetu konsternują polskich czytelników, a zarazem frapują nowe pokolenie poetów ideowych – do tego stopnia, że Mirosław Malcharek decyduje się opublikować w tym samym roku we „Współczesności” słynny rysunek ośmiornicy rozbijającej masztowiec o nazwie „Poezja”. Sześć ramion przerażającej morskiej istoty współtworzą kolejno: Leszin, Hybrydy, Jerzyna, Gąsiorowski, Żernicki i Bordowicz. Dopisek Janusza Żernickiego pod rysunkiem jest o tyle swoistą deklaracją, co obietnicą przełomu literackiego: Sympozjon wykazał zdumiewającą prężność środowiska młodych poetów Warszawy, uwypuklił ich dążenia artystyczne, był nieustającą manifestacją nowej, odkrywczej formalnie, zaangażowanej ideowo poezji nowego, jeśli już trzymać się tego określenia – wstępującego pokolenia. Na czym jednak miałoby polegać zaangażowanie ideowe i formalne sonetów Bordowicza, utrzymującego większość tego rodzaju utworów w duchu retoryki intymnej? Te same pytania, które kierowano do Bordowicza, dziś powinny wybrzmieć wobec Izabeli Fietkiewicz-Paszek i jej Prób wyjścia.

W jednym z pierwszych sonetów autorki, inspirowanych malarstwem Zdzisława Beksińskiego, Fietkiewicz-Paszek niejako usprawiedliwia się z wyboru formy klarownej i jednoznacznej. Zawiniło pragnienie synergii, żądza sterylnej całości i kuszenie egzegetów – lud domagał się inkantacji, a więc kapłan-poeta musiał jej mu dostarczyć. A sonet wszak jest jedną z najbardziej stabilnych form inkantacji poetyckiej – w nim nic się nie stanie, nikt się nie skaleczy za mocno ([Beksiński po raz ósmy]). Sonet w sposób bezpośredni jest wyprowadzany z egzystencjalnej apatii: w literaturze polskiej w sposób naturalny, od Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego aż po Macieja Bordowicza, wyznającego w jednym z utworów: tu stosy w nas i susza, i płomień ułamany w pośpiechu[1].

            W pewnym sensie przypadek Prób wyjścia Izabeli Fietkiewicz-Paszek jest powtórzeniem casusu Galaad, poetyckiego debiutu Macieja Bordowicza. Fietkiewicz-Paszek, podobnie jak Bordowicz, czyni swój tom rodzajem formalnej ekspozycji nieskończonych możliwości sonetu jako gatunku. Bordowicz wykorzystywał nieskończony potencjał sonetu w pastiszu intymnych strategii opisu (cykl sonetów do Anny), Fietkiewicz-Paszek zaś ujawnia, że sonet może stać się strukturą modelującą i pogłębiającą możliwości poetyckiej ekfrazy. Poetka dokonuje zaskakujących syntez i transpozycji materiału malarskiego na literacki: wśród sztalug Fietkiewicz-Paszek znajduje się Beksiński, Kahlo, Bosch, Chagall, Rembrandt i Wójcik. W poezji autorki Portretu niesymetrycznego sonet okazuje się nowym rodzajem emblematu, w nim jako gatunku najpełniej wypełnia się funkcja komentatorska wobec dzieła malarskiego. Fietkiewicz-Paszek wydaje się mówić jeszcze więcej – nie tylko ikonologia sonetu, lecz także jego metafizyka jest tym, co może zostać przedstawione, stać się w tekście przedmiotem opisu. Sonety są nie tylko ekfrazami, lecz także ekspozycjami świata realnego, w tym: ekspozycjami tzw. zdarzeń metafizycznych – życia i śmierci. Przykładem sonetów metafizycznych (ponowocześnie interpretujących dziedzictwo Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego) są w Próbach wyjścia przejmujące utwory z cyklu: Kołobrzeg ostatni – literacki obraz wypadku drogowego, jego przeczucie i przezwyciężenie wspomnienia o nim:

 

I znów to przewijam, i scena po scenie

jeszcze raz to samo, i znowu, i znowu,

aż się przetrze, pęknie, aż najtwardszy dowód

wydarzenia – pamięć – w końcu się zachwieje […].

 

(Kołobrzeg ostatni)

            W konfesji podmiot Fietkiewicz-Paszek wydaje się niezwykle powściągliwy, niechętnie korzysta przy tym z nieskończonych uprawnień, jakie nakłada na niego klasyczny gatunek sonetu. Choć nieskończone są możliwości ekfrazy, a także retoryka intymna i metafizyczna (obecna zwłaszcza w cyklach poświęconych Kahlo i Beksińskiemu), nie odczuwa się w Próbach wyjścia tęsknoty za lingua adamica. U Bordowicza tego rodzaju uczucie odczuwało się wyraźnie, co czyniło Galaad tomem nieco manierycznym i prowokacyjnym. Umiarkowany dukt monologów Fietkiewicz-Paszek, utrzymywany bez znaczących zmian tempa i transakcentacji, wydaje mi się ważniejszym od monologów Macieja Bordowicza. Mądrzejszym o doświadczenie utraty języka, a jednocześnie wzbogaconym o wygłos, przebicia mowy, strzępy, urwania. Czyżby Fietkiewicz-Paszek, niejako w opozycji do konwencji sonetów XX-wiecznych, proponowała czytelnikowi poezji po 2000 roku post-sonet? Galaad i Próby wyjścia miałoby dzielić aż tak wiele?

 

Dopiero w tym południu skraj lasu otarłaś z sarny,

Anno, trzeba ciało układać między ścieżki dymu,

Już powitani zsyłamy sobie nasze szczupłe dary

I to jest moment, gdy cień o cień się strzaska![2]

(Bordowicz, Sonet IV)

 

Jeszcze nie jest pewne, która z nich przeżyje,

ale czuć wyraźnie: umieranie w toku.

Co w tej chwili ważne? Nie tracić się z oczu

i gasić przeczucia dyskretnym uśmiechem.

 

(Fietkiewicz-Paszek, Dwie Fridy Kahlo)

 

Karol Samsel

Salon Literacki Wyspa, nr 3/2001

 

 

[1] M. Z. Bordowicz, Sonet I [w:] zjawa realna. Antologia poezji lat sześćdziesiątych, wybór i opracowanie: J. Koperski, Warszawa 1999, s. 46.

[2] Idem, Sonet IV [w:] op. cit., s. 48.

[także na stronie Wyspy]