Małgorzata Południak

o książce Portret niesymetryczny

Małgorzata Południak, Portret niesymetryczny

Izę Fietkiewicz-Paszek spotkałam na Parnasie, co prawda wirtualnym, ale jednak. Był taki moment, w którym wydawało mi się, że potrafię pisać. Jak się okazało, krytycy sprowadzając mnie szybko na ziemię, odarli grafomańską duszę. Iza była jedną z nielicznych osób, która uwierzyła w moje pisanie i gdzieś tam przenikałyśmy się. Cicho podczytywałam jej wiersze w sieci, a ona moje. Wrażliwość już dawno przestała mi się jawić rymowankami o niczym, czy infantylnymi porównaniami.

Otworzyłam tomik wierszy o pięknym tytule „Portret Niesymetryczny” gdzie bądź i proszę:

„(…) panoszą się wszędzie, wchłaniają nas. woda

przyjęła dziś kształt twojej dłoni, przyjemnie

chłodziła mi kark, jak mam nie wierzyć w miłość?”

Świat Izy jest wart każdego śmiertelnika, na poetyckiej giełdzie jej wyrażanie jest wzruszające i zaangażowane. W odniesieniu do obszernych pojęć i znaczeń, wiersze czuje się przez skórę, zmysłami dotyka zapomnianych pragnień, pobudza dalekie skojarzenia i zmusza do powrotów.

Poezja Izy utrwala dzień po dniu, „pieprzą o końcu świata… wódka topnieje w ustach…” i nie nastąpił koniec świata i poszłam z nią dalej. Trzymając poetyckie tworzywo, wspomina przyjaciół, między deskami a szafą, upycha ich wszędzie. W mojej głowie jawi się w różnych konstelacjach i jeszcze nigdy tak szybko nie przejechałam trasy ze Szczecina do Szczecinka. Iza weszła dokładnie w każdą kieszeń i powieki. Ustanowiła we mnie swoimi wierszami ludzką aktywność. Ileż muszę mieć skojarzeń, jakie bogate życie wewnętrzne. Obserwatorka cudzych poetyk, świadomie rozkochująca, przejmującym językiem, przypomina w wierszu „Paryskie wakacje”:

 

„(…) ze spokojem zająłeś się

odliczaniem ostatnich drobnych na bagietkę i bilety

do d’orsay: zaprosiłeś mnie na uroczyste śniadanie (…)”

 

Celna relacja, ona pisze, ja czytam i wiem gdzie jestem. Żadnych zatartych obrazów. Spis z natury, osiągnięty przejmującą sceną, który do dzisiaj tkwi pod skórą, jak smak bagietki.

„Portret Niesymetryczny” zawładnął mną, zapładniając szare komórki i za to Izo bardzo dziękuję. Rzadko autor trafia w mój niedoskonały świat. Wyraża tak jasno przeżyte emocje. Ścieranie śmierci ze wspomnieniami, ułożenie wydziedziczonych światów. Bez płaczu i zawodzącego żalu.

„(…) zapatrzona w nią, myślałam: chcę

pamiętać. każdy szczegół. kolor butów,

wzór na energię potencjalną (…)”

Śmiem twierdzić, że wiersze Izy zakorzeniają się w czytelniku i nie można ot tak przejść obok nich obojętnie. Do każdego można i powinno wracać się po kilka razy. Nękać w sobie słowami ofiary, które co jakiś czas ożywają. Wiersze są antidotum na uciekającą nadzieję. Autorka bezpośrednio zwraca się do czytelnika.

„(…) sierpniowy wieczór. Deszcz, chyba ciepło.

A u ciebie?”

 

Mój świat ogranicza się do zbierania słów, którymi leczę rzeczywistość. „Portret Niesymetryczny” wcina się we mnie, dopełniając kolejną warstwę emocji. Sfabularyzowane wiersze, świadczą o namiętności i mądrości. Doskonały warsztat tylko dopełnił zadowolenie. Myślę, że perełkę w postaci tomiku, będę targać na trasy, w długie zimowe wieczory usiądziemy przy kawie w fotelu. Dopełnieniem jest płyta CD z recytowanymi wierszami, dykcja, dykcja i barwy głosów, które magicznie dopadają, wręcz onirycznie uciskają mózg.

Na koniec, zabieram dla siebie

„(…) piszesz, że mam wyzyskiwać chwilę sposobną.

bo dni są złe. u mnie od rana zmrok, w lustrze

mgła, w kieszeniach lexapro. nawet jeśli próbuję

 

przylgnąć do życia, ustalić jakieś warunki, coś

zrobić z tym bałaganem w szafie, życiorysie,

w notatkach – wciąż jestem za bardzo u siebie.(…)”

 

Małgorzata Południak

allarte.pl, XI 2010 sZAFa, nr 36-37, XI 2010