MACIEK DOBRZAŃSKI

[wiersze z tomu IMIĘ JEST ZNAKIEM]

Maciej Dobrzański, dwa wiersze dla I.

 

Dążenie – droga – potrzeba (z Beksińskiego)

 

Izie Fietkiewicz-Paszek

 

Gdzieś wysoko słońce tli się usypiane mgłą

jak nowonarodzony w chwilę przed śmiercią

oddechu. Zimny kontur tego, co zostało

z chłodnego dążenia do Boga, co stałość

 

czasu pozbawiła mocy, lecz czemu nie zabrała

natchnienia do kształtowania strachu i mała

chmurka czerni jakby pył wetknięty w ten świat

w wyniku przypadku, mącą sepię nieba; pat

 

świateł uwięzionych w szczelinach murów, gra

chwilowej przejrzystości z cieniem rzucanym przez wrak

czegoś niedostępnego, co powyżej, skrywane

przed wzrokiem żyjących tu zmarłych. Taniec

 

ścieżek na stromych stokach góry, spokój półek

skalnych, jak spokój porzuconych grobów: przytułek

dla pierwszego, lepszego spojrzenia. I droga – kręta

matka kości, nie znających ciepła człowieczego mięsa.

 

Jej śluz – runo, w którym ślady istotniejsze

od tych którzy je pozostawili; im dłużej parzysz, tym większe

masz wyobrażenie wnętrza własnej głowy,

i rośnie potrzeba oswojenia prywatnego cienia, odnowy

 

języka.

 


Przestrzeń – wzrok – spojrzenie (z Beksińskiego)

 

Izie Fietkiewicz-Paszek

 

Piętrząca się przestrzeń. Na pierwszym planie jak armia –

groby wetknięte w cienie, cichy strażnik zagarnia

wzrokiem ich spokój, zdaje się, że jedynie on wie

dla kogo przyszedł tu czas rozliczeń i kto we śnie

 

co noc odtwarza przestrzeń tej doliny widzianą

z góry jak mapę strachu. Falisty teren, z pianą

gęstej – im wyżej – mgły, blask czegoś o mocy słońca

lecz bardziej wezbranego, co chciałoby pozostać

 

w sferze domysłów, spływa powoli na uśpione

skarpy. I cisza. Cisza, w której lęk bierze stronę

ukrytych za skałami spojrzeń. Ich dreszcz, ich lata

spędzone na wygnaniu w głąb słabych psychik: strata

 

wrażenia wszczepiania się w detal umęczonego

spokojem widoku. Jest także wzrok niczym neon

opuszczonego miasta. Wzrok tego kto wpatruje

się z zewnątrz w ramy tej gry, niszy, kto pośród ujęć

 

pamięci znajduje w tym nagle swoje dzieciństwo

i to, co po nim, także obfite w chłodną bliskość

nienazwanego końca. Kto wciąż klucząc dostrzega

ten brakujący szczegół: puls prywatnego nieba.

 

prudnik 2 - Kopia

Prudnik, 20 kwietnia 2012