Buszek, o Lipcu na Białorusi

Adam Buszek

Droga Izo,

zaczynasz od tajemniczo uśmiechniętej babci (tylko ona), patrzącej bez lęku w obiektyw, która zaraz pójdzie do Piotra, jeśli już go zna (jeśli nie, to „zaraz pozna”, więc „już zna”), a na koniec powie, że mimo wszystko jej życie było dobre. Jesteś wzruszoną właścicielką czasu przyszłego, jak każdy, kto patrzy na stare fotografie (jaka przerażająca ta „przewaga”…) – ale to my jesteśmy bezradni, to my „prawie nic” nie wiemy, to babcia wie to, co najważniejsze dla niej wtedy. 

Oczywiście wszystko jest na swoim miejscu

to znaczy tam, gdzie urządza się przypadek i dokąd ucieka, 

kiedy tylko mu się znudzi.

2.

Jedziesz do Białorusi, ja jechałbym do Ukrainy. Po katastrofie mój dziadek nigdy nie wrócił do Lwowa. Zmarł tak wcześnie, że nie miałem szans zapytać go o dzieciństwo i młodość. Mam tylko przed oczami strzęp opowieści: egzekucję u nich w domu, kiedy partyzanci UPA rozstrzelali jego mamę i dwie siostry. Poza tym nigdy nie mówił o czasie wojny. Zbudował nowe życie, a wielu jego krewnych wyjechało daleko, na inny kontynent. Jedni przerażeni powojennym układem politycznym, inni po prostu szukający „lepszego chleba”, złaknieni „kraju równych szans”, złotego mitu.

3.

To jasne: każdy przeżyje spotkanie w swoim języku. Nie oczekujesz cudu przemiany (takiej aplikacji nie miał nawet przyjaciel Dantego), możemy oczywiście czekać aż system odszuka sygnał, powie nam, gdzie jesteśmy i jak dotrzeć na miejsce(A kiedy systemu jeszcze nie było, sygnał nadawaliśmy sami albo z pomocą przypadkowych przechodniów). Na granicy wiadomo: przestawianie zegarków (o godzinę, 30 lat, o nasz wiek, o narodziny babci), wyciszanie dźwięków, żeby nie przeszkadzać aktorom/widzom.

Pod hotelem (pierwsza noc w Grodnie) gwar walizek i języków, a podróżni-mieszkańcy marzą zupełnie jak hotel: żeby tak lepiej niż jest. Każdy szuka swojej opowieści, swojego tłumacza, który zagubił się w zamęcie przeprowadzki. (Może na ulicy Darwina? Kto wie.).

Czy to przypadek (…) że Litwini stąd wyruszyli pod Grunwald? Że z popiołów żydowskiej świątyni wyfrunął Czerwony Sztandar? Że czerwone ulice prowadzą do kościoła, cerkwi, meczetu? Ależ skąd. Dobór naturalny, pochód gatunków. Kaprysy i zmiany kierunków. Świątynia wszystkich przyjmie (Wielka Synagoga Chóralna), wszystko można, życie się nie zatrzymuje, domy stawiamy na grobach (groby są wszędzie), zamki zmieniają właścicieli, budynki wielofunkcyjne to dzieła sztuki użytkowej.

4.

Jeśli dobrze ustawić głos i szeroko rozłożyć skrzydła, można

unieść się z dowolnej ziemi. Choćby brakło wiatru i prądu.

A potem wrócić. A jeśli nie można wrócić, to ziemia wstanie w snach. A jeśli powrót jest raz,

potem przez tydzień 

milczał, ale podróż wyswobodziła go od snów

pełnych kamieni

Zresztą trudno zaglądać pod studnie i asfalt miasta, które przeżyło wiele pożarów, więc nawet w okresie pokoju temperatura jest za wysoka, a dymy z kominów domów i fabryk już nigdy nie są jednoznaczne.

5.

Jestem blisko stwierdzenia, że poszukujesz jakiejś akceptacji: nie ukrytego ładu, nie sensu (chyba), ale akceptacji – takiej, która wciąż się dziwi. Czyli takiej, w której nie ma zgody, jest za to empatia i niedowierzanie. Tak mi się przedstawia ta, która mówi w tej książce. (Zresztą i empatia, i niedowierzanie są mi osobiście bliskie jako postawy wobec świata. Nie mówię przez to, że czytam Cię głównie „przez siebie” – choć tego z naturalnych powodów nikt nie uniknie – ale że odnajduję pewne pokrewieństwo).

6.

Idźmy…

Nocny Mińsk z Witalikiem

… trzeba pilnie znaleźć coś ponad

językiem…

Coś, cokolwiek, żeby wyrazić niepokój, bo te światy nawet się nie przeczuwają, bo pamięć bawi się w głuchy telefon, odkształca zdarzenia, intensywnie produkuje iluzje, bo rano trzeba wszystko od nowa nazywać i uwierzyć, że to nie sen, i trzeba to zrobić z pominięciem czyśćca (bo inaczej się nie da), bo nie wiadomo czy Bóg wrócił do domu i nawet czy ma imię (a co z miejscami bez imion?).

Pożegnanie z Witalikiem

To my donieśliśmy ich sen

aż do dzisiaj (…)

Może te „wspólne nurty” są tam, gdzie nie spodziewamy się znaleźć mostu?

Może kiedy doniesie się ich sen, można usiąść przy brzegu, rozpalić ogień?

_____

Noc w Trościeńcu

Wyroki i podstępy w słowach. Imiona, komendy, oprawa muzyczna.

… W każdym języku inna jest pamięć

zbrodni i inne zapominanie.

Ale wszędzie proch wsiąka w ziemię, mieszają się usta i języki, kości i stawy, nad skargami i wyznaniami latają motyle, pszczoły szukają swojego szczęścia. Różne są głębokości dołów, to prawda.

_______

Berezyński Rezerwat Biosfery

Piękne słowo zapowiednik. Ziemia naprawdę oddycha. Cóż za fantastyczny pomysł – pozwolić ziemi oddychać, po prostu nie przeszkadzać. Nic się nie zmieni u ludzi, ale przynajmniej tam nie wejdą po nieswoje. W najbliższej wiosce rodzą się i będą się rodzić ci, którzy chcą czynić sobie ziemię poddaną. Tyran opuści matkę swoją, przebije kijem pierwszą żabę, zacznie się ta sama historia podboju. Nacjonalizacja rezerwatu.

wypatruję linii horyzontu…

Ale to fakt, trudno oprzeć się ludowej etymologii. Nad jeziorem można uwierzyć lobeliom (przecież przyjęły się w niemożliwym miejscu!, poza szkiełkiem i okiem),

a nawet słodkiej przysiędze chłopca lub dziewczyny. 

Najeźdźców pochłonie woda, tak jak wiarołomnych. No więc tak, naprawdę można tu nabrać sił!

… a jeśli legenda kłamie,

to choć przez chwilę cieszyć oczy własnym odbiciem

i białym piaskiem na dnie.

[Ta interlinia w wierszach, ta granica między ONI i MY, między ON i JA, to zawsze jest jakiś most. W pustce między wersami zawsze widzę linę, wyciągniętą rękę nad przepaścią. Tu wypatrujesz, wypatrujemy wspólnego nurtu. A jeśli nawet…., to choć przez chwilę….].

… Nie wolno 

więzić rzeki, to musiało się zemścić.

… rzeka wróciła po dzieci.

Nie bądź bezpieczny. Natura pamięta.

8.

Akceptacja – harmonia.

Może jeszcze czasem w życiu

Gdzieś płyną wspólne nurty, dzieci szukają w sobie śladów Wschodu (skoro tam, a nie na Zachód), ukrytych źródeł snów, także źródeł melancholii, źródeł zrozumienia.

Czy matka wie, kiedy uderzy piorun?

9.

Dziękuję Ci za tę podróż. Odnalazłem w niej echa swoich niepokojów. Tęsknot. Swoich niespieszności. I mnie, i Tobie coś ważnego zdaje się mówić mit (u Ciebie w ludowych podaniach, ja szukam głównie w antycznej Grecji). Oboje szukamy akceptacji. Jesteśmy (na pewno) zmęczeni nadmiarem słów. I stęsknieni słów, które nadają się do budowy mostów. Dobrze wiem, dlaczego używam liczby mnogiej.:)

Ale słowa nie płoną, a ja im wierzę.

Wierzę temu miejscu i jego pamięci.

Adam

PS. Świetnie, że dałaś przypisy! Same zalety: łączą się trzy światy (faktu historycznego, pamięci, wyobraźni), wiersz się „ucieleśnia”, osadza w ziemi, zbliża do mnie.

Kraków, 10 maja 2022

Postscriptum, 5/2022 (19), X 2022