Radosław Wiśniewski

Wiersz pozostaje paradoksalnym komunikatem jednostki do jednostki; wypowiadanym z samotności ku drugiej samotności i zarazem tę samotność przełamującym; używającym języka, a zarazem próbującym wykroczyć poza język,  czyli poza granice świata, by tam zagrać na nosie Wittgensteinowi.  Komunikatem, który posługuje się językiem, by opisać to, co językowi się wymyka.

Josif Brodski

Ten, kto pisze wiersz, pisze go dlatego, że język podpowiada mu lub po prostu dyktuje następną linijkę. Zaczynając wiersz, poeta na ogół nie wie, jak go skończy, i niekiedy odczuwa wielkie zdumienie na widok tego, co wyszło, bo często wychodzi coś lepszego, niż oczekiwał, często myśl jego dociera dalej niż się spodziewał. (…) Ten, kto pisze wiersz, czyni to przede wszystkim dlatego, że kolosalnie przyspiesza wtedy własną świadomość, myślenie, percepcję świata. Raz doświadczywszy takiego przyspieszenia, człowiek nie jest już w stanie zrezygnować z powtórzenia eksperymentu, wpada w zależność od tego procesu, jak wpada się w zależność od narkotyków lub alkoholu. Moim zdaniem, właśnie człowiek, który znalazł się w podobnej zależności od języka, nazywa się poetą. [Josif Brodski, mowa wygłoszona z okazji wręczenia nagrody Nobla]

Roman Ingarden

Dzieło literackie jest prawdziwym cudem. Istnieje, żyje i działa na nas, wzbogaca niepomiernie nasze życie, użycza nam godzin zachwytu i pozwala zejść w bezdenne głębie bytu, a przecież jest tylko tworem (?), który w sensie autonomii bytowej jest niemal niczym. Jeśli chcemy go ująć teoretycznie, wówczas ukazuje nam złożoność i wielostronność, które zaledwie ogarnąć można, a przecież staje przed nami w estetycznym doznaniu jako jedność, poprzez którą ta skomplikowana budowa zaledwie prześwieca. Posiada ona byt heteronomiczny – jak się wydaje – całkowicie bierny, znoszący na sobie bezbronnie wszelkie nasze operacje, a jednak dzięki swoim konkretyzacjom wywołuje głębokie przemiany w naszym życiu, rozszerza je, wynosi ponad płaskość codziennego bytowania, nadaje mu boskiego blasku, jest „niczym”, równocześnie jest samo w sobie przedziwnym światem, choć tylko z naszej łaski powstaje i z naszej łaski j e s t. [Roman Ingarden, O dziele literackim]

Bogdan Zdanowicz

Czy można świadomie uprawiać sztukę (jakąkolwiek) odżegnując się od wszelkiej fachowej wiedzy na temat, od rozwijania i doskonalenia warsztatu? Czytanie poezji (dobrej!), czytanie książek o poezji (recenzji, omówień, szkiców) – może tylko pomóc, nie zaszkodzić. To, że używanie języka jest poniekąd cechą przyrodzoną człowiekanie upoważnia wszystkich do czucia się artystami słowa. Większość, o ile nie całość, użytkowników portali to amatorzy – hobbyści na różnym stopniu zaawansowania i ewolucji; wybór i decyzja co „pisanie wierszy” ma oznaczać zależy od każdego z tworzących. Ktoś, kto ma ambicje i aspiracje, a nie ma woli pracy i rozwijania się, może zostać co najwyżej poetą niedzielnym, choć najczęściej nie wygrzebuje się z dołka grafomaństwa. Ta postawa jest bardzo częsta – nie odmawiam tym osobom prawa do pisania, kwestionuję ich wyobrażenie o randze swojej twórczości. To złe duchy nie tylko portali, ale też realu poetyckiego. Istnieje wiele kółek, klubików, gdzie ci twórcy błyszczą, brylują, wydają tomiki. Tylko, że nic z tego nie wynika poza „nadprodukcją słów” i marnowaniem papieru. Cenię tych, którzy są otwarci na „inne” poetyki, na zmiany, na pracę – którzy mają dystans do tego, co i jak piszą, mają właściwe wyobrażenie o randze swojej twórczości. I nie chodzi tu o nadążanie za modami poetyckimi, za uwagami „krytyków” (najczęściej laików) – wręcz przeciwnie, chyba każdy ceni autora, który potrafi obronić wiersz, jeśli nie „zawodowymi” argumentami, to z punktu widzenia czytelnika. Poezja była i jest różna, i będzie taka. Jak różni są ludzie, którzy chcą wiersze czytać. Ale pisanie to też praca, która wymaga kwalifikacji, choć w podstawowej części to realizacja potrzeby „pisania”. Bez tego „impulsu” nie ma twórczości – jest hobby na wypełniania czasu wolnego, jak modelarstwo militarne czy haft krzyżykowy.

Zbigniew Herbert

Jeśli bowiem ktoś rymuje: żal – fal, noc – moc, albo serce – w rozterce, to choćby się bardzo wysilał, nie stworzy wiersza bardzo głębokiego ani oryginalnego. Rymy bowiem, jak  wszystko na świecie, zużywają się. Poeta, który odkrył serce – w rozterce, był może wielkim poetą, ale setny, który to za nim powtórzył, był już tylko żarłocznym rymarzem. Rymy zużyte, czyli jak to się mówi „ograne”, tracą wartość, bo przestają nas niepokoić i wzruszać. Łatwo je przewidzieć, powracają natrętnie jak mucha. Z nieba poezji spadają jak jałmużna dla ubogich grafomanów i łzawych autorów piosenek ulicznych. [Zbigniew Herbert, Poeci i rymarze]

Witold Gombrowicz

Śpiew jest bardzo odświętną formą wypowiedzi… Ale oto, w ciągu wieków, mnożą się śpiewacy – którzy, śpiewając, zmuszeni są przyjąć postawę śpiewaka – a ta postawa z biegiem czasu coraz staje się sztywniejsza. I jeden śpiewak podnieca drugiego, jeden drugiego utwierdza w coraz bardziej nieustępliwym zapamiętaniu się w śpiewie, ha, już nie śpiewają oni dla tłumu, już jeden śpiewa dla drugiego; i między nimi, na drodze nieustannej rywalizacji, ciągłego doskonalenia się w śpiewie, wytwarza się piramida, której szczyt dosięga niebios i którą podziwiamy z dołu, z ziemi, zadzierając nosy. To, co miało być chwilowym wzlotem prozy, stało się programem, systemem, profesją – i dziś jest się Poetą tak jak się jest inżynierem lub lekarzem. Wiersz urósł nam do potwornych rozmiarów i już nie my nim rządzimy, ale on nami. Poeci stali się niewolnikami – i moglibyśmy określić poetę, jako istotę, która już nie może wypowiadać siebie, gdyż musi wypowiadać Wiersz. [Witold Gombrowicz, Przeciw poetom]

Karol Maliszewski

Bo być poetą to – jak rozumiem to przesłanie – coś więcej niż pisanie wierszy. Pisanie wierszy pojawia się jako efekt przyjętej postawy, pierwotnego instynktu oporu. To świadomie celebrowane bycie na przekór, sakralny kloszardyzm obnażający słabości oficjalnego życia literackiego, ułomności życia społecznego, a w końcu wady całej kult opartej na błędnych podstawach. To sięganie do tych podstaw, obmacywanie korzeni bytu i rzucanie nowego światła na poślednią, zdegenerowaną rolę jednostki. Według Wojaczka status poety jest z natury antydemokratyczny i anarchistyczny. Ktoś, kto nazywa się poetą, w ramach swojego jasnowidzenia niszczy wszelkie zastane struktury i wykazuje ich fałsz. Wygodnie, ciepło, bezpiecznie jest w tych strukturach człowiekowi pozbawionemu metafizycznych skrupułów, zaś pozostali tylko udają, żeby nie psuć harmonii. Prawdziwy poeta nie udaje. Boleje oficjalnie. Niszczy bezwzględnie. W związku z tym zostaje odrzucony. Mechanizmy obrony systemu społecznego łamią mu kark. Mówi się o samobójstwie. Potem masowo odwiedza się grób. Zakłada się instytut w miejscu urodzenia.

Poezji nie pisze się bezkarnie, to decyzja nieprzewidywalna, być może także bez możliwości powrotu.

Czym jest poezja? Kiedyś wiedziałem, teraz nie mam takiej jasności, rodzajem choroby języka, pasożytem na języku, ale na tym się nie kończy, bo to idzie dalej, włamuje się do psychiki i robi z nas rezonujące tranzystory, poezja jest tym wszystkim, działaniem, językiem, byciem w świecie, szczególną komunikacją itd.

Jak utrzymać w należytym stanie tzw. siebie (rozumianego jako psycho-fizyczna całość), jeżeli pisze się wiersze? Największy problem poety, sam nie wiem jak się jeszcze trzymam „w kupie” 25 lat, polecam lekcje normalności – normalni ludzie wokół, normalna rodzina, normalna praca i tylko raz po raz wyskoki z tego, powiedzmy wzloty… więc to właśnie wokół, żeby nadal móc pisać i nie skisnąć w środowiskowym sosie. Nieraz przez wiele miesięcy nie ma znaków, nic się nie dzieje, wytrzymać to, wychodząc codziennie do pracy, nie ponaglać wiersza, on już gdzieś fermentuje, dzieje się, naprawdę tak jest, przysięgam, (żyć, żyć, żyć).

„Idziesz, opisujesz. Nikt tego nie czyta.” Skoro to jest mniej więcej prawda, w pewnym uproszczeniu oczywiście, po co pisać? Mój powód jest już chyba organiczny albo nawet, przepraszam, kliniczny, pewnych rzeczy inaczej sobie nie uświadomię, jak właśnie tak, w rządkach, w błyskach, metaforach, a przede wszystkim w tym rytmie, jestem przywiązany do rytmu, do mówienia w rytmie, to jak narkotyk; w tej szczęśliwej chwili nie myślisz, że ktoś czyta, będzie czytał czy nie będzie, jesteś w transie i tylko to się liczy, ta ekstaza jest potrzebna najpierw tobie, a potem może jeszcze komuś.

Do dobrego wiersza potrzebujemy mięsa, mięsa prawdziwych przeżyć, upokorzenia też wchodzą w grę, wszystko wchodzi w grę, w małą czy dużą, mnie najbardziej rani śmiertelność, jej przeżywanie też czyni artystę, może to jest nasze największe upokorzenie?

1.   Przede wszystkim żyj! Pełnia życia jest ważniejsza od pełni wiersza.
2.   Nie planuj wiersza, niech na Ciebie spada.
3.   Czerp radość z tej niespodzianki, nie zadręczaj jej erudycją.
4.   Wiedz, że to Twoje własne życie odzywa się w ten sposób.
5.   Bądź ciekaw tego, w jaki sposób odzywa się u innych – czytaj gorliwie.
6.   Ufaj słowom, nawet gdy dzikie i niezrozumiałe.
7.   Zrób wszystko, by były bardziej zrozumiałe – pracuj nad tekstem.
8.   Nie dziw się własnej szczerości. Nie wstydź się.

Tomasz Różycki

Pisze się wiersze i przez to jest się poetą, ponieważ realizuje się swoje, bardzo podejrzane cele, niekoniecznie do wiadomości publicznej podane. Realizuje się swoją sprawę z poezją, nie po to, by pełnić jakąś społeczna rolę czy funkcję. No, chyba, że się komuś taka funkcja podoba, ale na to już nic nie poradzę.

Jest ogromna potrzeba poezji i ogromna dla poezji pogarda, w czym pewnie jakiś udział ma szkoła.

Bo poezja to jest takie święte gadanie. Dla mnie to jest wyjście ze świata materialnego, dotykalnego i wejście na inny poziom, rejestr. Jak się mówi w wierszu, to się mówi nie tylko do intelektu odbiorcy, ale do czegoś jeszcze innego. Żeby wywołać jakieś uczucie, żeby wywołać coś w nim. Atmosfera wiersza musi być specjalna, żeby to przyniosło efekt. Muszę się sam wprowadzić w taki stan, żeby pisać.

Coś, co się w rzeczywistości rozpada, pozostaje czasem w wierszu na swój, zniekształcony i fantomowy sposób. Straszny sposób, upiorny, trupi sposób bardzo często to jest, niestety.

[Tomasz Różycki, O poezji w rozmowie z Agnieszką Wolny-Hamkało]

Rene de Costa

Poezja – to, co zwykło się uważać za prawdziwą poezję – atakuje nas z zaskoczenia. W przeciwieństwie do śpiewnych wersów, które w dzieciństwie wpajano nam siłą  i które w niezatarty sposób zapisały się w naszej pamięci językowej, poezja, prawdziwa poezja, jest odkryciem osobistym. Nagle zbiór słów nabiera wyjątkowego sensu, nierzadko zarezerwowanego wyłącznie dla nas. Dlatego doświadczenie poetyckie, jakiemu poddajemy się bez wysiłku, jest zwykle trudne do wyjaśnienia, zwłaszcza wtedy, gdy usiłujemy wyjaśniać, posługując się innymi słowami. Z tego samego powodu czytelnicy poezji są nieprzejednani, kiedy odkrywają głos czy wyobraźnię znanego poety w wierszach drugiego twórcy. Domagamy się oryginalności i niemal organicznie odrzucamy powtórzenia. [Rene de Costa, Zbieżności /rozbieżności: Brossa /Parra, tłum. Marcin Kurek]